sobota, 26 października 2013

172. Sernik Mamuni




Uwielbiałam kiedy zbliżały się jakieś świeta, urodziny czy imieniny, mama zawsze wtedy piekła sernik.
Jej sernik wychodzi zawsze taki sam, zawsze idealny!
Ale teraz kiedy już sama jestem mamą i wiem, że moje dzieci tak samo reagują na sernik jak ja, postanowiłam zrobić te ciasto sama. Przecież jestem już duża. :)

Już rano zabrałam się za jego przygotowanie by był gotowy na popołudniową kawkę. !
I jest! Jest taki jak ten który robi moja mama! Taki sam! 

Oto przepis na sernik mojej Mamy :


  • 8 jaj
  • 1 kg twarogu już zmielonego - dostępny w sklepach w kilogramowych wiaderkach. 
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 budyń waniliowy
  • 1/2 szklanki oleju
  • szklanka zimnego mleka  
  • 150 g Margaryny do pieczenia
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1,5 szklanki mąki
Z mąki, margaryny,  1/2 szklanki cukru, jednego całego jajka i jednego żółtka zagniatamy ciasto. 
Które wykładamy na papier do pieczenia i wstawiamy do lodówki. 

Oddzielamy żółtka od białek, następnie ucieramy żółtka z 1 szklanką cukru. Dodać do nich twaróg, budyń w proszku, olej, wszystko wymieszać na jednolitą masę, dodać szklankę mleka i wymieszać.
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wmieszać je do powstałej masy twarogowej. 

Wykładamy masę na schłodzony spód.

Pieczemy w temperaturze 180 st. przez 45 minut ( lub godzinę - ja piekłam godzinę, ponieważ środek ciasta był surowy jeszcze, zmiejszyłam tym samym temp. do 150 st. )



piątek, 25 października 2013

171. Prawie jak cezar.. Sałatka!

Po dniu przymusowej głodówki - dentysta sadysta...
Wieczorem MUSIAŁAM zjeść coś co ma nieco więcej kalorii niż pomidor z mozzarellą i kawa.
I zjadłam, w sumie nie wiem ile owa sałatka kalorii ma, ale najadłam się aż miło... chociaż mój żołądek przez cały dzień niejedzenia woła o JESZCZE!

Ową sałatkę miłuje mój mąż. Więc jest nas dwoje  - kto jeszcze?

Składniki:

  • mała sałata lodowa
  • pół zielonego ogórka 
  • pomidorki koktajlowe ( mąż mówi, że to truskawkowe, niech będzie ;) )
  • 2 jajka
  • dwie piersi kurczaka 
  • słonecznik łuskany - uprażony 
  • przyprawy ( u mnie mieszanka przypraw do drobiu, czerwona słodka papryka, przyprawa do dań chińskich, curry - wszystko wymieszane w słoiczku )
  • sos balsamiczny
  • sos sałatkowy ( koperkowo- ziołowy )
Sałatę siekamy ( powinno się rwać w sumie ) ale siekamy, ogórka obranego ze skóry kroimy w kostkę, pomidorki na połówki, jaja ugotowane na twardo na ćwiartki a piersi kurczaka pokroić w cienkie paski, przyprawić i usmażyć.

Na sałacie układamy mięso, ogórki, pomidory, jajko i kurczaka. 

Słonecznik uprażyć na suchej patelni ciągle mieszając bo przypalony jest gorzki.

Posypujemy nim sałatkę. 
Sos sałatkowy przygotowujemy według sposobu podanego na opakowaniu.
Polewamy nim brzegi sałatki, a sosem balsamicznym dekorujemy górę. ;)
Gotowe. 




czwartek, 10 października 2013

170. Drożdżowe racuchy.

 Uwielbiałam jeździć do dziadka, mojego taty taty... 
Uwielbiałam tą ciszę która tam panowała, chociaż kiedyś, jak byłam taka mała jak mój syn to pewnie ta cisza była dla mnie dziwna, ale teraz kiedy sobie sięgam pamięcią w tamten czas to ta cisza była piękna.
I tykanie zegara z kukułką. 
Zawsze piękny obrus na stole, zawsze coś pysznego na obiad. Zawsze pyszna herbata w takich szklankach w metalowych koszyczkach. 

Kiedy dziadek zmarł, zamieszkał tam brat mojego taty. Cudowny człowiek. Wiecznie uśmiechnięty. Uwielbiał gościć nas u siebie. I tak jak dziadek i mój tato uwielbiał kucharzyć. 
Najlepszym przysmakiem który pozostanie w mojej pamięci chyba już na zawsze będą właśnie racuchy.
I chociaż już tyle rzeczy ugotowałam które posmakowałam u kogoś to jakoś za nie się zabrać nie potrafiłam.

Nie wiedziałam w sumie nigdy jak wujek robi te specjały i się nie dowiem bo zabrał tę tajemnicę do grobu.

Ale od paru dni za mną chodzą własnie one! 

Wyszukałam w internecie o tuuu! 
IDEALNE!

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży (pół tradycyjnego opakowania) lub 25 g suchych
  • szczypta soli
  • 1 - 2 łyżki cukru
  • 1,5 szklanki letniego mleka
  • 1 jajko
Mąkę przesiać do naczynia, dodać szczyptę soli, wymieszać, pośrodku zrobić wgłębienie. Do wgłębienia pokruszyć świeże drożdże, zasypać je cukrem, zalać 1/2 szklanki letniego mleka. Odstawić na 10 - 15 minut. Po tym czasie , dodać resztę mleka, jajko i wymieszać. Ciasto nie powinno być zbyt rzadkie . Odstawić na 1 - 1,5 godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (do podwojenia objętości).
Przygotować kubek z gorącą wodą. Ciasto nabierać łyżką, za każdym razem maczaną uprzednio w wodzie (by się nie kleiło). Smażyć na rozgrzanym oleju (ale nie może być rozgrzany zbyt mocno - bo się szybko przypalą ) z obu stron na złoty kolor.


sobota, 5 października 2013

169. Tuńczyk i ananas ! Kolejne idealne połączenie !

Chodzenie na przyjęcia do przedszkola oprócz plusów i wzruszeń zafundowanych przez potomstwo są też PLUSY - tak nie przejęzyczyłam się. Są plusy taki właśnie przyjęć bo są koszykowe, każdy coś przynosi.
I była sałatka! Jedna z wielu, owocowych i zwykłych, świątecznych. Po salaterce, mniejszej i większej!
Ale ta, nie dość, że była w ogromnej misce to jeszcze była cudownie pyszna!

Z siostrą nałożyłyśmy sobie jej podwójnie. Pierwsza porcja miała na celu pochłonięcie jej oczami, a druga chociaż nie planowana miała na celu poznanie składników tej sałatki.


  • ananas ( był puszkowy - my ze świeżym )
  • tuńczyk w kawałkach w sosie własnym
  • sałata lodowa ( tam była pekinka )
  • prażony słonecznik 
  • sos majonezowo-jogurtowy 
 Żadnej filozofii nie ma. 
Bo ananasa należy pokroić w kostkę, tuńczyka dorzucić, następnie sałata porwana drobno, sos i słonecznik! :)

Wymieszać i gotowe ! ;)



czwartek, 3 października 2013

168. Metrowiec

Udało się !
Moje ulubione ciasto już w zasięgu mojej ręki!
Nie tylko od święta! Nie tylko wtedy kiedy mojego szwagra żona je upiecze!
Dzięki niej upiekłam sobie go sama! 
Ah! 

Cudowne, dwukolorowe ciasto, czarno-białe. Przekładane kremem i polane czekoladą. IDEALNE!

Mam nadzieję, że jutro przedszkolakom będzie smakowało. Bo to na jutrzejsze pasowanie na przedszkolaka do mojej małej - dużej córeczki.
A pomysleć, że jeszcze całkiem niedawno pasowanie na przedszkolaka miał mój syn! 
A jutro to on będzie występował dla swojej siostry... 
Ah. Rozczuliłam się...

Ale do ciasta...
W jakimże byłam błędzie kiedy myślałam, że ciasto to jest meega pracochłonne, że te całe przekładanie kremem to jakaś czarna magia!
Ale nie! Chwila moment i gotowe ! 

Dla kogo te ciasto też jest ciastem idealnym? ;)
Kto by chciał sobie zrobić je w domu? 

Wystarczy upiec dwa ciasta - 

Jasne i ciemne :


  • 4 jajka
  • 1,5 szkl mąki
  • 8 łyżek wody
  • 8 łyżek oleju
  • 1 szkl cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru waniliowego
Do ciemnego ciasta wszystko to samo plus jeszcze 2 łyżki kakao i jedną łyżkę oleju.

Oddzielamy żółtka od białek.
Żółtka ucieramy z cukrem, taki kogiel mogiel. A białka ubijamy na sztywną pianę.
Do żółtek dodajemy mąkę, olej, wodę, proszek do pieczenia i cukier waniliowy.
Mieszamy dokładnie. Kiedy wszystkie składniki się połączą w jednolitą masę dodajemy białka i delikatnie ale dokładnie mieszamy.

W przypadku ciemnego ciasta, do żółtek dodajemy jeszcze kakao i olej.

Całość wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy przez 40 minut w temp. 180 st.

Gdzieś przeczytałam, że ciemne ciasto wychodzi mniejsze. A u mnie urosło większe niż białe.
Dodatkowo podczas pieczenia ciemnego ciasta musiałam wydłużyć czas pieczenia do ok. 50 minut ( sprawdzałam patyczkiem czy suche w środku - wtedy gotowe ).

Kiedy ciasta się studzą warto przygotować sobie masę :

Składniki na masę:

3 szkl mleka 8 łyżek mąki 8 łyżek cukru 1,5 kostki masła
Wykonanie:
2 szkl mleka zagotować z cukrem, resztę mleka rozrobić z mąką i wlać do gotującego się mleka ( jak budyń ) Masło dodać do ostudzonego budyniu i utrzeć w mikserze.

Po upieczeniu poczekać aż ciasta ostygną wtedy je pokroić. 



Kroimy wedle upodobań. Możemy pokroić jak kromki chleba. 
Albo wzdłuż. Myślę, że tak łatwiej jest przekładać kremem. 


Czas na przekładanie kremem. 


Nakładamy na pierwszą "pajdę ' ( :P ) przykrywamy ją drugą, ale innej barwy, i wtedy zaś krem i zaś ciasto.


Polewa! 
Polewa miała być zrobiona domowym sposobem, z kakao i margaryny...
Ale poszłam na łatwiznę, polewę kupiłam. A nawet dwie. Żeby mieć pewność, że będzie na cieście a nie z niego spłynie. 
Bo przecież jutro ważny dzień!

Nie wytrzymałam i zalałam polewą całkiem niedawno i kawałek ukroiłam.
Oczywiście co by sprawdzić, czy się dobrze zrobiło! 


Wyszło!

I jest OBŁĘDNIE pyszne !

Dziękuję Kasiu! :*



niedziela, 29 września 2013

167. Zupa marchewkowa z mięsnymi pulpecikami i serem.

Może to nie jest zupa która podbiła by serca Masterchef 'ów ale zdecydowanie podbiła serce największego niejadka. Który na widok czegoś nowego jeszcze nie siedzą przy stole, nie podniósł nawet łyżki a już nie wspomnę o tym, że jeszcze nawet nie posmakował a twierdzi, że już nie lubi! - Mojego syna!

Syn mój nie znosi marchewki ( tak twierdzi... ) miał nawet w przedszkolu przez jakiś czas taki nastrój na niejedzenie wszystkiego co dotyka marchewki, nawet tego co obok niej leży.
Mięso? Mięsa również twierdzi, że nie lubi. " Tylko te nieostre z McDonald ' u. "
Mielone mięso zje, ale tylko pod postacią właśnie kotletów mielonych albo pulpetów i to też nie zawsze...

Więc jak zrobiłam tą zupę ,że on ją zjadł?


  • 4 marchewki
  • 1 pietruszka 
  • 1/2 selera
  • kawałek pora
  • 4 duże ziemniaki
  • 500 g mięsa mielonego
  • jajo
  • otręby pszenne i kasza manna. 
  • przyprawy jakie kto lubi :) ( sól, pieprz, curry, papryka ostra
  • ser żółty i pleśniowy 
  • 2 kostki rosołowe
Warzywa umyłam i obrałam, wrzuciłam do garnka z 2 kostkami rosołowymi. Dodałam pokrojone ziemniaki. 
Kiedy ziemniaki były już miękkie dodałam mięsne kulki.

Zrobiłam je jak zwykłe pulpety, tyle tylko, że zamiast bułki tartej dodałam otręby i kaszę manną.
Dodałam pulpeciki to zupy.

Kiedy się ugotowały, wyciągnęłam je oraz kilka ziemniaków. Warzywa przełożyłam do blendera dodałam wywaru, w takich proporcjach by powstał krem.

I to tyle!

Szybko i smacznie ;)

piątek, 27 września 2013

166. Łosoś!




Łosoś to ryba którą u nas w domu jada się bardzo często! 
Ryba którą mój mąż ubóstwia...
To ryba dzięki której mój mąż przekonał się do sushi...
To ryba która doskonale wpływa.. ;)

Łososia można przygotować na wieeele sposobów i w każdej postaci mi smakują... no pomijając któregoś razu jadłam w jakiś lokalu w panierce dziwnej wyglądał jak dewolaj! 
Ale do rzeczy...

Ten łosoś tak przygotowany doskonale pasuje do kanapek, do sałatek i do sushi! :)

Przepis na niego dał mi mój tato!

Dziękuję Ci tatko! <3

A więc potrzebujemy :

  • duży kawałek świeżego łososia.( albo dwa ) może być ze skórą albo bez...  ( ja użyłam jednego dużego i przekroiłam go na pół )
  • cytrynę
  • 2 czerwone cebule
  • gruboziarnista sól morska
  • pęczek koperku
  • kieliszek wódki

1. Cebulę kroimy w cieknie plastry.











2. Nacieramy łososia solą.

 3. Układamy na łososia cebulę.











4. Posypujemy posiekanym 
koperkiem. 










5. Całość skrapiamy cytryną.


6. Następnie polewamy kieliszkiem wódki.

7. Nakładamy drugą połowę łososia i ciasno zawijamy go w folię spożywczą. Umieszczamy w jakimś naczyniu ( najlepiej żaroodpornym)
obciążamy czymś naszego łososia ( na moim leży karton mleka ;) )

I cierpliwie czekamy jakieś 12 h. 

Smacznego!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...